Bez oporu. Bez problemu. Nic co ludzkie nie jest mi obce…

„Odważ się być królem chwili teraźniejszej. Popatrz na każdą emocję, która się pojawia. Popatrz na każdą myśl, która się pojawia, Nie bój się czuć czegokolwiek. Lęk? Poczucie winy? Żal? Wstyd? Zazdrość? Nienawiść? Niech nadchodzą! Zamartwianie się? Rozpamiętywanie? Niech nadchodzą! Opór? Pożądanie? Niech nadchodzi! Zobacz wszystko! Twoja obecność przy każdej emocji i każdej myśli robi różnicę. Zobacz wszystko! Nic więcej nie rób. A później bądź świadom tego, że obserwujesz swoje myśli i emocje w chwili obecnej. Patrz! Nie opieraj się oporowi. Nie oceniaj oceniania. W oddechu patrz na wszystko z pozwoleniem na to, co się ujawnia. Jeśli nie chcesz na coś popatrzeć to pozwól sobie nie patrzeć. Cokolwiek nadchodzi w myślach i emocjach – przywitaj to. Jesteś Życiem w pełni. Droga do siebie to droga nie wykluczająca, a przyjmująca. Wygrywasz, jak przestajesz walczyć, a zaczynasz rozumieć, kochać i wybaczać.”

Wojciech Gorzelanny

Reklamy

Opowieść o doktorze duszy…

– Do widzenia, kochanieńka i proszę pamiętać: wybaczać, wybaczać i jeszcze
raz wybaczać! Trzy razy dziennie po jedzeniu! Zdrowia życzę! Następny!

– Dzień dobry, panie doktorze…
– Niech i dla pani będzie dobry. Co pani dolega?
– Boli dusza. Pan jest przecież doktorem od duszy?
– Od duszy. Taką mam specjalizację. Co się stało z pani duszą? Coś ją zraniło?
– Nie wiem, Chyba tak. Jakoś jej nie czuję, drętwieje ciągle. I w ogóle źle się
czuję. Nie potrafię wymawiać „lubię” ani „kocham”.
– O, to bardzo powszechna choroba. Proszę mi powiedzieć, jak się pani odżywia.
– Odżywiam? Zupy jadam, warzywa, owoce. Lubię czasem coś sobie
przygotować smacznego. Uwielbiam pomarańcze, kocham lody, czekoladę też
kocham.
– To jednak potrafi pani mówić „kocham”?
– Nie zrozumiał mnie pan. Ludziom nie potrafię tego powiedzieć.
– Rozumiem. Proszę oddychać. Głębiej! Po co się pani tak napina?
– Nie potrafię głębiej. Zatyka mnie.
– Dobrze, zapisuję: „nie pozwala sobie na oddychanie pełną piersią”. Teraz
proszę nie oddychać. Nie oddychać, nie oddychać… Już, może pani oddychać.
To chyba już pani nawyk – nie oddychać?
– Dlaczego pan pyta? Przecież jakby oddycham…
– No właśnie – jakby. A w rzeczywistości tylko pani udaje. Boi się pani otworzyć
drzwi. Zamknęła pani wszystkie uczucia w komórce i je tam więzi. Pilnuje pani,
żeby nie wylazły. Zaciska je pani coraz bardziej.
– Ale przecież uczuć nie powinno się pokazywać. Dławię je w zarodku.
– No to ma pani przyczynę kłopotów z oddechem. Nazbierała pani zarodków, całe
płuca zajęte. Dławienie uczuć to zbrodnia wobec własnego organizmu.
– To co mam z nimi robić?
– Uznać, że istnieją. Nazwać je po imieniu. I pozwolić im być. Zaprzyjaźnić się z
nimi.
– Potem się nimi zajmę, a teraz przyszłam do pana, bo nie umiem mówić
„kocham”.
– Proszę się wyprostować. Opukam panią.
– Ojej! Auć! Proszę nie dotykać! Boję się!
– Ach tak, znaczy, że tym stukaniem obudziliśmy obawy. Bardzo dobrze! Ale
przecież to panią nie boli, więc czego się pani boi?
– Bólu. Nie chcę, żeby bolało!
– A kiedy boli?
– Jak się uderzę albo oparzę, albo przewrócę… Dużo jest takich możliwości, żeby bolało…
– Kochanieńka, to pani się boi miłości!
– Ja? Boję się? A co miłość ma do rzeczy…
– Przecież miłość to właśnie wzloty i upadki, ostre zakręty, stłuczki, płomienie i
fale.Miłość nie może być ostrożna!
– Wiem, doktorze… Zdarzało mi się…
– I teraz się pani boi?
– Tak. Boję się. Odrzucenia, zdrady, kłamstwa. Porzucenia też się boję.
– Dlatego więzi pani swoje uczucia, ochrania je pani z każdej strony, ratuje przed
bólem. A one gniją w niewoli, cierpią… Pani choroba jest uleczalna, ale musi
pani pokochać siebie. Wówczas nie pozwoli pani, aby ktokolwiek panią zranił –
to nie będzie możliwe. Będzie pani bezbłędnie dokonywać najlepszych dla
siebie wyborów.
– To znaczy, że teraz siebie nie kocham?
– Przecież pani do mnie przyszła, więc jakiś początek już jest. Zaczęła się pani o
siebie troszczyć, a to oznacza rozpoczęcie kuracji.
– A jak to jest kochać siebie?
– Proszę zacząć siebie słuchać. Swoich życzeń, swoich odczuć. Przecież o co
bym pani nie zapytał, to pani mówi „nie wiem”, „nie czuję”… Jeżeli sama pani
się do siebie odnosi z takim lekceważeniem, to czemu inni mieliby panią
traktować poważnie?
– To co ja mam robić? Jak nauczyć się miłości do siebie?
– Proszę się oszczędzać, wspierać, pochwalić siebie czasami… Nie przeciążać
się, nie forsować. Robić tylko to, na co pani ma ochotę. Nie na wszystko ma
pani ochotę? Tak zrobić, żeby ochota była, żeby radość była w każdym pani
działaniu… Nie obrażać się.
– Dobrze, spróbuję… kochać siebie, radość, być sobie życzliwą…
– To tyle. Niedługo poczuje pani, że w środku zwolniło się miejsce na miłość.
Myślę, że możemy się już pożegnać. Medycyna zrobiła swoje, teraz wszystko w
pani rękach.
– Panie doktorze, ale jak się to miejsce ma zwolnić, jak tam tyle tego
wszystkiego?
– Tak, to prawda, nagromadziła pani sporo. Kamienie… zarodki… połknięte
urazy… Dużo tego.
– To co ja mam z tym zrobić?
– Wybaczać, wybaczać i jeszcze raz wybaczać! Trzy razy dziennie po jedzeniu!
Zdrowia życzę! Następny!”

Autor nieznany

Transcendentalne objawienie…

„Chciałbym napisać, że moje wielkie satori, dotyczące akceptacji stanu Trei, moje oswojenie się z
jej śmiercią, mój świadomy wybór, by odłożyć na bok interesy i poświęcić się jej — że wszystko to
ma swój początek w jakiejś potężnej medytacji z oślepiającym białym światłem i spontanicznym
wglądem; że zaczerpnąłem z zen odwagę i znów rzuciłem się w wir walki, że doznałem jakiegoś
transcendentalnego objawienia, które natychmiast mnie wyprostowało. A stało się to w małym
pubie, w grupie miłych, starszych panów, których nazwisk nie znam i których językiem nie mówię.”

Ken Wilber
„Śmiertelni nieśmiertelni”

Wolność znajduje się tylko w tym, co nie przychodzi i nie odchodzi…

„Nie ma znaczenia, jak głęboka jest wizja, ani jak wspaniałe są doświadczenia, kundalini czy błogość. Bez względu na to, jak piękne jest duchowe doświadczenie, jest ono tylko doświadczeniem, a doświadczenia przychodzą i odchodzą. Wolność znajduje się tylko w tym, co nie przychodzi i nie odchodzi. Jeśli nie przychodzi i nie odchodzi, oznacza to, że jest teraz obecne. Kiedy doświadczasz pięknego duchowego doświadczenia, a potem wydajesz się je zgubić, zadaj sobie pytanie: Co było obecne, co jest teraz obecne? Wtedy wiesz, gdzie poświęcić całą swoją uwagę, całe poświęcenie i całe swoje serce. Nie umieszczaj go nigdzie indziej. Jesteście tą trwałością, która zawiera wszystko, co staje się i wszystko dzieje. ”
– Adyashanti

O związkach

Większość ludzkich związków polega na interakcji umysłów, nie zaś na kontakcie czy też więzi między ludźmi.
Tego rodzaju układ nie ma szans powodzenia.
Właśnie dlatego między osobami w bliskim związku tak często dochodzi do konfliktów.
Kiedy twoim życiem kieruje umysł, nieuniknione są konflikty, zmagania i problemy.
Podtrzymywanie kontraktu z własnym ciałem wewnętrznym stwarza jasną przestrzeń bezumysł , w której może rozkwitnąć związek.

Eckhart Tolle.

Adyashanti o przebudzeniu…

tapeta-rozowy-kwiat-lotosu

Dla umysłu, dla ego wydaje się to przerażające. Gdy patrzy on na bezgraniczne i nieskończone, widzi bezsens i rozpacz. Aczkolwiek widok zmienia się na niekończącą radość i zachwyt gdy tylko umysł zostaje puszczony. Gdy jesteś oświecony, pozostajesz sam. Nie potrzebujesz żadnego rodzaju wsparcia, ponieważ nie ma niczego co można by wspierać. Oddzielony ‚ty’ już nie istnieje. Uświadamiasz sobie, że całe to doświadczenie ego było lichą iluzją. Pozostajesz sam, ale nigdy samotny, ponieważ gdziekolwiek nie spojrzysz, widzisz tylko To, a ty jesteś Tym.

~ Adyashanti