Petycja ws zmian praw zwierząt

Zapraszamy do podpisania petycji, gdzie chcemy zmian praw zwierząt na bardziej korzystne :)

http://www.petycje.pl/11073

Milusińscy na Was liczą !!!

DSC_0123

Ciało wie…

beginners-guide-to-medition-greenster.com-beach

Kiedy przebudzamy się do swojej prawdziwej natury, nie oznacza to, że automatycznie w pełni żyjemy jako ekspresja tego co w nas prawdziwe. Kiedy stopniowo pozwalamy na Obecność w naszych ciałach, zanurzamy się w naturalne, zmysłowe, cielesne doświadczanie. Dla większości z nas ciało jest w bardzo uwarunkowanym stanie – system nerwowy, kości lub mięśnie są w stanie napięcia i nie funkcjonują w związku z tym w swobodny sposób. Kiedy pomieszane, uwarunkowane ciało odpuszcza, wtedy jesteśmy w stanie odpoczywać w nim bez dopowiadania sobie zbędnych historii.

Jak to robić w aktualności codziennego życia?
Zatrzymaj się, bądź cicho, otwórz swoją skórę, umysł, wszystko w tobie … nawet jeśli nie wiesz jak … pozwól, żeby twoje ciało stwarzało swój własny ruch. Jak Życie chce być wyrażone w tej chwili? Niektóre kroki są oczywiste i wypływają z ciała w prostocie – nie jako myśl, nie jako rzecz, po prostu cisza w poruszeniu; ale są też chwile nie tak jasne i wymaga to trochę czasu zanim jesteśmy w stanie wkroczyć w tą prostą życiową płynność.

Nasłuchuj jak kolejny ruch chce się ujawnić. To tak jak w życiu kiedy nadchodzi coś nowego, a my mamy tendencję żeby odsunąć się od gruntu naszego istnienia w myśl lub komentarz na temat tak zwanego problemu i żeby przestać słuchać i odczuwać siebie. Zamiast narzucać pomysły na tą chwilę, możemy po prostu ją przyjąć i wtedy naturalnie zaczynamy poruszać się jako ta chwila. Mój nauczyciel siada nad oceanem i patrzy na poruszenia wody i glonów, pozwalając aby ten ruch wszedł do jego ciała.

Marlies Cocheret

Jak Bentinho doświadcza życia…

Energia serca a wyparte i nieuświadomione uczucia i emocje – Safi Nidiaye

Nigel Farage w parlamencie europejskim o Donaldzie Tusku i jego poczynaniach…

Jeśli czujecie się Polakami – warto zobaczyć. Pierwszy film przed kadencją pana Tuska w parlamencie, drugi w czasie.

Mądrość Babć

Tuż przed końcem roku wzięłam udział w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Biały Wiatr na temat „Mądrości Babć”, w którym poproszono o podzielenie się przeżyciami, wiedzą, mądrością, doświadczeniami naszych Babć. Ponieważ moje obie babcie to bardzo niesamowite kobiety, postanowiłam napisać o nich i wziąć udział w tym konkursie. Przeżycia i mądrość moich wspaniałych Babć zostały nagrodzone, postanowiłam je zamieścić na moim blogu. Może staną się dla kogoś inspiracją.

.starszyzna-kobiet-madrosc

Zostałam obdarowana dwoma niesamowitymi babciami: Babcia Jeneczka (mama mojej mamy) 23 grudnia skończy 89 lat i babcia Marianka już świętej pamięci (mama mojego taty). Obie opowiedziały mi niesamowite historie swojego życia warte wysłuchania i opowiedzenia innym.

Babcia Marianna – mój tata miał 16 lat jak zginął jego tata pod kołami pociągu, osierocił on 5 synów , najmłodszy miał 9 miesięcy, babcia została sama z dziećmi… była krawcową. Aby utrzymać dzieci szyła po nocach w domu odzież. Babcia szyjąc całe noce i niewiele śpiąc miała wizje, początkowo myślała że to zmęczenie, zaczął jej ukazywać się zmarły mąż, mój dziadek Henryk. Babcia jak ujrzała go pierwszy raz była wstrząśnięta, prosiła aby nie robił jej tego bo się boi. Dziadek Henryk uspokajał babcię i powiedział, że będzie ją wspierał stamtąd skąd przychodzi, a ponieważ objawienie dziadka zobaczył również mój tato ze swoim bratem, babcia wiedziała że to nie omamy. Dziadek pojawiał jej się często uspokajając, że wszystko się ułoży, żeby się nie martwiła, że życie się o nią i dzieci zatroszczy. To dziadek powiedział babci, że tu też pracuje na tym planie życia i wspiera żyjących bliskich, powiedział też, że będzie z nią tylko rok, potem odrodzi się znów. Pewnej nocy babcia usłyszała głos i ujrzała poświatę dziadka, który powiedział: Marysiu, nie bój się, będą małe problemy, ale wszystko się ułoży, nie martw się. Babcia była przerażona, bała się najmocniej o dzieci. Niedługo potem do drzwi zapukała milicja (końcówka lat 60-tych). Babcia przerażona zapytała o co chodzi. Okazało się, że sąsiadka złożyła skargę, że babcia hałasuje szyjąc po nocach a ona nie może spać. Babcia rozpłakała się i opowiedziała milicjantom swoją historię o tragicznej śmierci męża i piątce synów, na których musi zarabiać na chleb, babcia opowiedziała mi, że bardzo się wzruszyli jej losem i powiedzieli jej : Niech pani się nie boi, nikt już nie będzie panią zastraszał i nigdy już do pani nie przyjdziemy w tej sprawie, poszli natychmiast do sąsiadki i skrzyczeli tę kobietę, za to że nie ma zrozumienia dla trudnej sytuacji mojej babci i padły słowa, że wystarczy być odrobinę człowiekiem dla drugiego, o dziwo sąsiadka nie złościła się już więcej na babcię, tylko zaczęła jej pomagać. Po roku dziadek przyszedł ostatni raz do babci nocą pożegnać się, powiedział: nie wołaj mnie już Marysiu, bo mnie już tu nie będzie, …wszystko się ułoży Tobie i dzieciom,  niczego się nie bój! kocham Was……

Babcia Janeczka- urodziła się na wsi w Derewnianej Fermie niedaleko Grodna, od pokoleń babci przodkowie leczyli i uzdrawiali medycyną naturalną. Ojciec babci odprawiał tzw. Gusła, np. uleczył dziewczynkę z jaglicy, choroby oczu, przez którą już dziecko nie widziało. Zrobił to w niewytłumaczalny dla mojej babci sposób, babcia opowiadała, że ściął zboże i odprawiając jakieś modlitwy podpalił je przed oczami dziecka i wtedy przy spalaniu stało się też coś niesamowitego ze zbożem, wyglądało jak włosie końskie, po czym spłonęło przy oczach dziecka. Dziewczynka wyzdrowiała po 2 tygodniach i zaczęła widzieć. Babcia też w niesamowity sposób przeżyła choroby, na które w wielu przypadkach w dzisiejszych czasach bez operacji czy leczenia, nie byłoby szans na wyzdrowienie. W czasie wojny zapadła na zapalenie wyrostka, chorowała 6 tygodni, pozostawiono ją już na śmierć, zmówiono jej ostatnie modlitwy, ale organizm w niesamowity sposób zwalczył chorobę samoistnie, babcia powiedziała że modliła się wtedy do Matki Boskiej i do siły uzdrawiającej swoich przodków. W czasie wojny spotkała ją też historia, gdzie w wagonie wiozącym babcię do obozu koncentracyjnego w Stutthof, żołnierze gwałcili młode kobiety, jak podeszli do niej, babcia skryła się w kąt, zaczęła modlić do Matki Boskiej : ocal mnie Matko ocal, wtedy stanęła jej w obronie inna kobieta, mówiąc : mnie bierzcie, zostawcie tę małą dziewczynkę nie widzicie że to jeszcze dziecko?!  i przykryła ją swoim ciałem, zostawili je obie w spokoju. W obozie babcia pomodliła się również o uwolnienie stamtąd, wywieziono ją wtedy na roboty do Niemiec. Babcia trafiła do gospodarstwa, w którym bardzo ciężko pracowała, ale nie brakło jej mleka, chleba i warzyw. Tuż po wojnie babcia miała silny kaszel gruźliczy, opadała z sił, myślała wtedy, że to będzie już koniec. Ale siła wyższa sprawiła, że trafiła do pracy na kuchni przy fabryce chemicznej, gdzie może niewiele osób o tym wie, że zjadanie dużej ilości tłuszczu sprzyja leczeniu gruźlicy. Babcia miała potężne łaknienie na taki tłuszcz, wyjadała z kotłów gotujący się na wierzchu , uratowała sobie tym życie, a może raczej siła wyższa podesłała jej taką pracę? Lekarz oglądając po latach jej płuca na rentgenie powiedział, że przeszła głęboką gruźlicę, ma potężne zrosty i  zapytał też jakim cudem udało się jej wyzdrowieć w czasie głodu powojennego?  Babcia żyje do dziś, mieszka w Gdańsku, chodzi na spacery nad morze i nam wnukom opowiada o nadzwyczajnej sile człowieka i o ziołach, bo we krwi od przodków jest uzdrowicielem, tak jak i ja.

Takie jakie jest – Jeff Foster

Dziecko Światła – przekaz

 

Spokojnych Świąt……………

Duch Australii…

Siedziałem w małej kawiarence w centrum Perth. W pewnym momencie podszedł do mnie stary Aborygen.
– Daj mi pół dolara – powiedział.
Nigdy nie lubiłem żebraków. Już miałem mu odmówić, ale uśmiechnął się tak szeroko i przyjaźnie, że sięgnąłem do portfela i wręczyłem mu dwa dolary. Uprzejmie podziękował i skierował się w stronę wyjścia. Dwa dni później byłem w tym samym miejscu i znowu się pojawił. Podszedł do mnie. Już sięgałem po portfel, ale powstrzymał mnie i powiedział: „dzisiaj ja stawiam”. Chyba wyglądałem na zdziwionego, bo dodał: „Przecież dzisiaj jest moja kolej”. Kupił mi piwo i usiadł koło mnie. Pomyślałem, że pewnie chce mnie dzisiaj naciągnąć na większą sumę.
– Skąd jesteś? – zapytał.
– Z Polski. A ty?

DSC02080danny-eastwood[1]

Popatrzył na mnie swoimi śmiejącymi się oczami.
– Dobry dowcip – powiedział, po czym powoli, jakby w zamyśleniu dodał:
– Skąd może być stary Aborygen? Widzisz – podniósł oczy – ludzie przybywają tu z całego świata, szukają swojego miejsca na ziemi, szukają szczęścia.
– Australia to piękny i spokojny kraj – powiedziałem – ja też przyleciałem, żeby tu zamieszkać.
– Czy wierzysz, że będziesz tu szczęśliwszy niż gdziekolwiek indziej?
– Tak, wierzę, że ja i moja rodzina będziemy tu szczęśliwi.
– Czemu odpowiadasz w imieniu innych, nawet jeżeli są Twoją rodziną?
– Przywiozłem ich tu, a więc czuję się za nich odpowiedzialny.
– Nie możesz być odpowiedzialny za niczyje szczęście oprócz własnego.
– Jesteś filozofem? – zapytałem.
– W pewnym sensie – odparł.
– Wyglądasz na inteligentnego – popatrzyłem na niego – czemu jesteś żebrakiem?
– Czy widziałeś, żeby żebrak stawiał komuś piwo?
– To czemu chodzisz i prosisz o pieniądze?
– To najlepszy test na jakość człowieka.
– Co w ten sposób testujesz?
– Czy warto z nim nawiązać bliższą znajomość.
– Widzę, że w Twoim teście wypadłem pozytywnie. Ile trzeba Ci dać, żeby zdać twój test?
– Nie ma znaczenia, czy ktoś mi coś da, czy nie. Znaczenie ma, jak to zrobi.
– A więc teraz, kiedy test zaliczony, jaki będzie następny krok?
– To zależy od ciebie. Zależy czy ja zaliczyłem test w twoich oczach. Każdy z nas bez przerwy testuje ludzi i świat wokoło. To, co w jego mniemaniu wypada pozytywnie, przyjmuje za swoje. Ale muszę już iść. Miło się z Tobą rozmawiało. Wpadnij do mnie przy okazji.
To mówiąc podał mi wizytówkę. Spojrzałem na nią i przeczytałem: Dr John Smith lekarz medycyny.

Przez kilka następnych dni byłem zajęty sprawami biznesowymi, lecz ten niezwykły człowiek często przychodził mi na myśl. Weekend zapowiadał się luźniejszy. W sobotę rano zadzwoniłem do niego.

– Cześć John, co u ciebie słychać?
– Cześć – odparł – wszystko OK. Dobrze, że dzwonisz. Dzisiaj wieczorem zaprosiłem kilka osób na barbeque. Wpadnij o siódmej. Miło będzie, jak zabierzesz ze sobą żonę.

Wieczór był ciepły po upalnym dniu. John przywitał nas w drzwiach. Zaprowadził do dużego salonu, gdzie było kilka osób. Przedstawił nas i poczęstował chłodnym napojem. Atmosfera była luźna, ludzie sympatyczni. Po pieczonej baraninie siedliśmy przed domem przy kawie. Wiatr od oceanu, jak zwykle pod wieczór, dawał ożywczy chłód. W pewnym momencie Judy – szczupła dziewczyna japońskiej urody – zapytała: „John, mam pewien problem. Czy mogłabym z Tobą porozmawiać na osobności?”.
– Oczywiście – odparł John i wyszli. Wrócili za ok. piętnaście minut. Wtedy Greg i Samantha – młoda para – poprosili o to samo. Gdy wrócili, okazało się, że wszyscy po kolei chcieli rozmawiać na osobności z Johnem. Wydawało się nam to trochę dziwne, ale widocznie takie tu mają zwyczaje. W końcu jest emerytowanym lekarzem, może zasięgają porad medycznych.
Potem John wyjął z barku szlachetnie wyglądającą butelkę i poprosił mnie, żebym czynił honory podczaszego. Gdy degustowaliśmy ten wytrawny trunek, Judy zapytała:

– John, powiedz nam, jak to naprawdę jest tam, w Twoim świecie.
– W moim świecie? – uśmiechnął się – Ja nie mam swojego świata. To wy macie swoje światy i dlatego się wam wydaje, że wszyscy muszą je mieć. Kiedyś też miałem, ale zrezygnowałem, bo okazał się do niczego nie potrzebny. Wymagał ciągłej uwagi i aktywności, narzucał bezsensowne reguły i prawa, stresował przemijaniem czasu. Skończyłem z nim i radzę Wam zrobić to samo.
– Jak to skończyłeś? – zapytał Alex – młody prawnik – przecież jesteś tu z nami, istniejesz w świecie, nie umarłeś.
– Żeby skończyć ze światem nie trzeba umierać, tylko zrozumieć. Albo nawet nie zrozumieć, bo to słowo wiąże się z rozumem, raczej powiedziałbym – uświadomić. To lepsze pojęcie, bo wiąże się ze świadomością.
– Jaka jest różnica między rozumem a świadomością, i co trzeba sobie uświadomić? – zapytał ponownie Alex.
– Świadomość, to szersze pojęcie niż rozum. Oczywiście chodzi mi o czystą świadomość, bo w potocznym rozumieniu słowo „świadomość” używa się zamiennie z pojęciem rozum czy umysł. Otóż czysta świadomość umożliwia istnienie wszystkiemu, co istnieje, sama nie będąc żadną z tych rzeczy. To tak jak światło słońca umożliwia życie na Ziemi, ale nim nie jest.

Popatrzyłem na Alexa i z wyrazu jego twarzy wywnioskowałem, że z wyjaśnienia Johna zrozumiał niewiele. Zwykle lubiłem różnego rodzaju rozważania filozoficzne i czułem, że to, co mówi John, ma swoistą logikę, ale nie łapałem jeszcze całości. Zapytałem więc:
– Rozumiem, że czysta świadomość jest jakimś rodzajem energii, który umożliwia istnienie światu. Jaka jest więc relacja pomiędzy naszą, ludzką świadomością a tą czystą?
– Podam ci przykład – powiedział – gdy pali się ognisko, to ogień trawi drewno, ale nie jest nim. Jego natura jest dużo subtelniejsza niż natura drewna. Drewno to materia, ogień to energia. Relacja pomiędzy twoim ciałem a umysłem jest analogiczna do relacji między drewnem a ogniem. Twoja świadomość jest płomieniem trawiącym twoje ciało. I tak jak trzeba dorzucać drewna do ogniska, żeby nie zgasło, tak musisz karmić swoje ciało i umożliwiać mu wszelkie potrzebne życiowe funkcje, żeby płomień świadomości nie zgasł. Podobna relacja zachodzi pomiędzy twoją świadomością, czyli rozumem, a czystą świadomością. Czysta świadomość, z kolei, to płomień trawiący świadomość.

Logicznie widziałem tu sens, ale w sensie technicznym nie byłem w stanie tego uchwycić. John chyba to wyczuł, bo dodał: nie staraj się tego zgłębiać umysłem, bo do czystej świadomości umysł nie ma wstępu. Ci, co chcą tam dotrzeć, muszą swój umysł zostawić w przedsionku do jej komnat. Zaśmiał się głośno, a my wszyscy za nim.
Nasuwało mi się wiele pytań, ale nie zadałem już wtedy żadnego więcej. Temat, o którym mówił John, nie był mi obcy. Był okres, że czytałem różne książki o Buddyzmie i Zenie i dostrzegałem tu wiele analogii.
Umówiłem się z Johnem na następny dzień. Chciałem spokojnie z nim porozmawiać. Usiedliśmy z filiżanką kawy.
– John – zacząłem – niektóre z twoich wypowiedzi bardzo mnie zastanawiają. Sprawiasz wrażenie, jakbyś dostrzegał w świecie inne wartości niż my wszyscy.
– Widzisz – popatrzył na mnie – spotkałem kiedyś kogoś, kto powiedział mi, że świat, w którym żyję, jest złudzeniem, i najlepiej przestać sobie nim zawracać głowę. Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłem tej osobie i zacząłem konsekwentnie stosować się do jej wskazówek. Po pewnym czasie doświadczyłem tego, że wszystko, co mi mówiła, było prawdą. To była stara kobieta, żyjąca samotnie na skraju aborygeńskiej osady. Uważano ją za pomyloną, bo często widziano ją, jak godzinami siedziała lub stała bez ruchu. Ja też tak sądziłem, aż pewnego dnia spotkałem ją na drodze. Niosła ciężką torbę i zaproponowałem, że jej pomogę. Popatrzyła na mnie i powiedziała: wiedziałam, że to będziesz ty. Podała mi torbę i szliśmy przez około piętnaście minut. I te piętnaście minut zmieniło moje życie.
– Co takiego się stało? – zapytałem.
– Powiedziała: wiedziałam, że właśnie ty do mnie podejdziesz, bo jesteś jedynym w wiosce, który umie patrzeć. Nie wiedziałem, co przez to chce powiedzieć, ale nie przerywałem. Widzisz, jestem już stara i czas na „daleką podróż”, ale zanim odejdę, chciałam jeszcze komuś powierzyć prawdę. W wiosce uważają mnie za wariatkę i wygodnie mi z tym, bo nikt mi głowy nie zawraca. Miałam dużo czasu na obserwację i przemyślenia. Doznałam w życiu wielu nieszczęść. Mój mąż zapił się na śmierć. Wcześniej często mnie bił. Dzieci odeszły do miasta i zapomniały o starej matce. Ale teraz jestem już poza tym wszystkim. Był czas, kiedy bez przerwy o tym myślałam i moje życie było jednym wielkim pasmem udręki. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym, tylko o tym, jak bardzo jestem nieszczęśliwa. I nagle wszystko się zmieniło. A było to podczas święta corroborree. Pamiętam, że od dziecka to święto było dla mnie bardzo wzruszające. Gdy patrzyłam na tańczących, zapomniałam o wszystkim. Wczuwałam się w każdą scenę tego tańca: w stwarzanie świata, w umieranie i przebywanie zmarłych poza czasem. I gdy tak stałam i patrzyłam, nagle poczułam, jak coś wewnątrz mnie pęka. Coś się we mnie otworzyło. Wręcz namacalnie zobaczyłam ten świat, w którym czas nie istnieje. Było to najcudowniejsze przeżycie, jakiego kiedykolwiek doznałam. Nie wiem ile trwało, ale gdy się ocknęłam, stałam sama pod drzewem. Wszyscy już poszli. Zaczęłam powoli wracać do domu i znowu wróciła myśl o tym, jaka to jestem samotna i nieszczęśliwa. Ale również uświadomiłam sobie, że coś się we mnie zmieniło. Gdy zaczynałam myśleć o sobie i swoich problemach, dostrzegłam, że coś z głębi mnie patrzy się na mnie. I co więcej, im bardziej użalałam się nad sobą, tym ironiczniej to coś na mnie spoglądało i wręcz się śmiało. Przestraszyłam się, że zwariowałam, ale pomyślałam, że do rana mi przejdzie. Ale nie przeszło. Gdy stres się pojawiał, to coś wracało. Zauważyłam, że najszybciej potrafię się go pozbyć, jak spokojnie usiądę i zaczynam go obserwować, tak jak on obserwuje mnie. Gdy wracałam do codziennych zajęć, wyzwalało we mnie niepokój. Uspokajało się, jak ja się uspokajałam. Dlatego w pewnym momencie przestałam zajmować się jakimikolwiek zajęciami, tylko po prostu siedziałam. Wiem, że to w oczach ludzi nie wyglądało normalnie, ale moja świadomość była przytłumiona i nie odbierała wyraźnie świata na około. Nie wiem ile to trwało, ale pewnego dnia zorientowałam się, że to coś, to ja, ale ta prawdziwsza ja, i że tak naprawdę obserwuję siebie samą. Każdego dnia spędzałam większość czasu medytując w ten sposób. Czułam, że codziennie przekopuję się przez kolejne poziomy czegoś, co przez lata narosło we mnie i zaśmieciło mnie do tego stopnia, że już sama nie wiem, kim jestem. Znowu minął jakiś czas, zobaczyłam, że to coś, to nawet nie jestem ja, bo tak naprawdę mnie nie ma. Ja znikło. Ale wraz z nim, znikło wszystko, co związane było ze mną, cały mój świat. Znowu byłam poza czasem. Trwałam tam aż do wyczerpania się energii. Wtedy świadomość wracała. Często marzyłam o tym, żeby już nie wrócić. Nie wiedziałam, czy do tego trzeba umrzeć, ale jeśli nawet tak, to było mi wszystko jedno. Tamten świat był tak wspaniały. Pewnego dnia zaczęłam w czasie medytacji prosić Wielką Siłę, żeby pozwoliła mi już tu nie wracać. Nagle usłyszałam głos, ale nie uszami, tylko jakby wewnątrz mnie. Głos zapytał: „Czy jesteś w stanie złożyć w ofierze to wszystko, czym jesteś, swoją świadomość, pamięć i życie?”. Bez wahania odpowiedziałam, że
tak. I wtedy to się stało. Wkroczyłam TAM i wiedziałam, że stamtąd nie ma powrotu. Ty widzisz teraz moje ciało, które już nie jest moje, bo mnie już nie ma. Oddałam swoje ja. To ciało do ciebie mówi, ale nie jest już bardziej moje, niż ciała i umysły wszystkich ludzi na świecie. Wiem, że jeszcze teraz tego nie pojmujesz, ale chcę ci powiedzieć, że twój prawdziwy świat jest tam, gdzie nie istnieje czas. Dopóki żyjesz w czasie, żyjesz w świecie złudzeń.

uluru_photo_slideshow.CACHE-1000x1000[2]

Mimo że od dziecka słyszałem różne dziwne historie, bo Aborygeni bardzo lubią opowieści o różnych niestworzonych rzeczach, to jednak ta opowieść była zbyt niewiarygodna.

– A jeśli to jednak wariatka? Jeśli to wszystko jest wymysłem jej chorej wyobraźni? – pomyślałem.
– Zastanawiasz się, czy jednak nie jestem wariatką – wyczytała z moich myśli.
– Nie! – zaprzeczyłem, bo głupio mi się zrobiło.
– Zaśmiała się głośno.
Dochodziliśmy do jej domu. Otworzyła drzwi i wzięła ode mnie torbę.
Dziękuję – powiedziała i weszła do środka.
Stałem, nie wiedząc co zrobić. Byłem ciągle pod wrażeniem jej historii i nasuwało mi się wiele pytań.
– Przyjdź jutro wieczorem – usłyszałem jej głos.
Oczywiście przyszedłem, i następnego dnia również. I następnego. Byłem u niej codziennie. Im dłużej z nią przebywałem, tym wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego, że pod tą zniszczoną czasem i życiem powłoką tkwi nieograniczone źródło mądrości. Chwilami jej słownictwo było zwykłym żargonem tubylców, a chwilami potrafiła użyć takich sformułowań, jakich nie powstydziłby się profesor uniwesytetu. To ona nauczyła mnie o tym, że świat ma strukturę wymiarową, że świadomość i umysł to dwie różne rzeczy. Gdy zapytałem ją, skąd czerpie swoją wiedzę, przecież nawet nie umie czytać, powiedziała, że rzeczywiście, książek to czytać nie umie, ale umie czytać świat.
– Cały świat bez przerwy mówi do ciebie i przekazuje ci swoją prawdę – mówiła. Patrz uważnie i słuchaj. Bo gdy musi powtórzyć swoją lekcję, wtedy staje się to bolesne.
– Co to znaczy? – zapytałem.
– Ludzie cierpią nie dlatego, że nie mają innego wyjścia. Zanim do kogoś przyjdzie cierpienie, najpierw ten człowiek dostaje od świata wszystkie informacje i instrukcje, jak tego uniknąć. Żeby to odczytać, wystarczy chwila uwagi i logika myślenia. Widzisz, ja cierpiałam bardzo długo, bo brakowało mi tych dwóch czynników. Nie potrafiłam myśleć logicznie, bo moją całą uwagę pochłaniała emocja. Gdybym odkryła to wcześniej, mogłabym uniknąć bólu.
– W jaki sposób? – zapytałem – przecież twoje cierpienie związane było z sytuacją, jaka cię spotkała. Czy mając wiedzę, można kształtować bieg wydarzeń?
– Oczywiście, że tak. Nawet nie mając wiedzy, bez przerwy to robisz, ale nieświadomie, dlatego nie zawsze odbywa się to z korzyścią dla świata. A jeśli to, co robisz, nie odbywa się z korzyścią dla świata, to i nie ma w tym korzyści dla ciebie i prowadzi do cierpienia. Świat, dając ci cierpienie, upomina cię, jak dobry rodzic, żebyś nie robił rzeczy głupich.
– Czy zawsze działanie, które daje mi korzyść, będzie dawać korzyść światu i odwrotnie?
– Oczywiście, że tak, przecież jesteś częścią tego świata.
– To jakie działanie przynosi największą korzyść zarówno mnie, jak i jemu?
– Działanie zmierzające do uwolnienia się od jego wpływu. Widzisz, ten materialny świat nie służy do tego, żeby go budować, kształtować, wzbogacać o wielkie idee. To tylko szkoła, która uczy, jak przenieść świadomość na kolejne poziomy. Cała praca, jaką masz tu wykonać, to uwolnić się od niego.

Zanim odeszła, powiedziała mi, co robić, żeby pozbyć się świata złudzeń. Powiedziała, żebym obserwował siebie. Mówiła, że obserwując siebie i zadając sobie pytanie: „kim naprawdę jestem?”, uwalniam swoją świadomość od zależności materialnego świata.

Grafika:
[1] Peter Taylor Tjutjatja, Uluru
[2] Danny Eastwood, Uluru

Praktykowanie Potęgi Teraźniejszości – ćwiczenia…

Witajcie Kochani.

Dzisiaj zamieszczę  dwa ćwiczenia, z książki Eckharta Tolle „Praktykowanie Potęgi Teraźniejszości”, które mogą stać się codzienną praktyką duchową. Są to ćwiczenia pozwalające na zmierzenie się z trudnościami, a także otwierające wymiar potęgi teraz. W moim doświadczeniu czytanie tekstów Eckharta otwiera natychmiastowo inny wymiar, nowy sposób postrzegania. Polecam też kontemplowanie każdego zdania. Słowa napisane z tego wymiaru teraz, poruszają wymiar teraz w nas :)

Shaman

Jeśli wiesz, że nie jesteś spokojny, to zrozumienie stwarza cichą, nieruchomą przestrzeń, która bierze w swoje ramiona twój niepokój i przemienia go w spokój.
Jeśli chodzi o wewnętrzną przemianę, nie możesz nic zrobić. Nie możesz zmienić siebie, a z pewnością nie zmienisz swojego partnera ani nikogo innego. Wszystko, co pozostaje w zasięgu twoich możliwości, to właśnie stworzyć przestrzeń, aby przemiana mogła zaistnieć, aby mogła pojawić się łaska i miłość.”

Nieustannie pielęgnuj wiedzę o każdej chwili. Szczególnie bądź świadom swojego stanu wewnętrznego. Jeśli pojawia się gniew – wiedz, że to gniew. Jeśli ogrania Cię zazdrość, odruchy obronne, pokusa, aby toczyć spory lub stawiać na swoim, jeśli wewnętrzne dziecko domaga się miłości i uwagi albo dotyka cię ból emocjonalny, rozpoznaj tę rzeczywistość i trwaj w wiedzy o niej.”

Previous Older Entries

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 111 obserwujących.